wtorek, 5 marca 2013

Wielki format

Dzisiaj coś szufladowego - w sumie nie wiem dlaczego nie pojawiły się te zdjęcia na blogu wcześniej, skoro na fanpejdżu wiszą od dawna... No nic - nadrabiamy. Przy okazji w końcu dłuższa notka na temat, który zapowiadałem już jakiś czas temu ;) Zachęcam szczególnie tych, którzy nigdy nie mieli styczności z tymi zabawkami.

Część osób pewnie wie, że od jakiegoś czasu mocno wciągnąłem się w fotografię wielkoformatową. Przyzwyczajony już do fotografowania średnim formatem i obyty z obrazkiem jaki generował zacząłem się zastanawiać co by było na jeszcze większym formacie, na dodatek z jakimiś pochyłami. Pierwszy kontakt z takim sprzętem miałem dokładnie rok temu, kiedy zajawiony zacząłem wypytywać na forum z czym to się je (i dlaczego takie ciężkie i drogie) - odezwał się do mnie jeden z użytkowników z niezwykłą propozycją - pożyczy mi sprzęt żebym sobie popróbował co i jak. Propozycja niezwykła w głównej mierze dlatego, że kompletnie się nie znaliśmy - naprawdę takie sytuacje przywracają wiarę w ludzką życzliwość - z tego miejsca jeszcze raz dziękuję samkowi ;)
Pożyczonym aparatem była Wista 4x5" z dwoma Nikkorami - 135 i 210 5.6 - piękny aparat, to była naprawdę przyjemność obcowania z tym sprzętem. Doskonale wykonany, dość lekki i bardzo precyzyjny. Plastyka zdjęć i detal po zeskanowaniu - po prostu opad szczeny. Na początku nieśmiałe próby z rollkasetą 6x9cm, przekminy jak wywołać 4x5, zabawy z pochyłami... No i od tego momentu się zaczęło.


Aparat trzeba było oddać i... zacząć polować na coś swojego. Oczywiście następne dwa tygodnie to dalsze zgłębiania tematu - co kupić, co się opłaca, na co uważać, jakie szkła, materiały itd... Troszkę sobie przeanalizowałem, pooglądałem zdjęcia w sieci i postanowiłem kupić coś większego -  13x18cm czyli prawie odpowiednik 5x7". Niby i to i to wielki format - ale jednak różnica w głębi ostrości, plastyce była mocno zauważalna. Co do wielkości i różnicy powierzchni - myślę, że obrazek uzmysłowi więcej niż suche liczby (od lewej - mały obrazek, 6x6cm, 13x18cm (5x7"), 18x24cm (prawie 8x10") - nie mam niestety pod ręką żadnego negatywu z 4x5") :


Dość kluczową sprawą było to, że kupiłem aparat z wbudowaną migawką - czyli mogłem do tego podpiąć dosłownie dowolne szkło i robić nim zdjęcia. Niewiele jest takich konstrukcji. Większość wymaga migawek centralnych zamontowanych np w szkle - niestety zwykle te migawki mają mały otwór roboczy więc i obiektywy nie mogą mieć dużych średnic - czyli są po prostu ciemne: zwykle 5.6 i jeszcze ciemniej (oczywiście są też duże migawki i szkła w takich migawkach - ale kosztują fortunę). Troszkę mi to niwelowało przewagę wiekszej powierzchni negatywu nad mniejszymi jeśli chodzi o głębie ostrości i oczywiście przeszkadzało w pomieszczeniach gdzie światła zwykle zbyt dużo nie ma. Miało to oczywiście swoje ograniczenia - np najkrótszy czas tej migawki to 1/30 - więc o fotografowaniu w środku dnia można było zapomnieć (no chyba, że na f/64).
Do tego z powodzeniem używałem (i używam) szkieł Zeissa - świetna rodzina Tessarów ze światłem 4.5. Na początku było to 250mm - odpowiednik 50mm na małym obrazku. Na zdjęciu po kolei od lewej: małoobrazkowy 50 1.4 (jako punkt odniesienia) i Zeissy 360, 300, 250, 210 :


Prawie działkę jasniejsze szkło i prawie 2x większa powierzchnia światłoczuła w stosunku do Wisty od której zaczynałem - to zrobiło swoje i zdjęcia były już naprawdę niesamowite. Głębia, rozmycie tła, jeszcze większa szczegółowość zdjęć - efekt nie do podrobienia na cyfrze. Tu kilka zdjęć z tego zestawu (jedno już było, ale myślę, że powinno się jeszcze raz tutaj znaleźć)




Głębia głębią - ale aparaty wielkoformatowe mają jeszcze jeszcze jedną, podstawową zaletę. Możliwość sterowania płaszczyzną ostrości tak jak w żadnym innym sprzęcie - praktycznie w każdym innym aparacie, z normalnym szkłem, płaszczyzna ostrości jest na sztywno ustawiona równolegle do płaszczyzny matrycy/filmu. Tutaj dowolnie można to zmienić. Do cyfry i średniego formatu niby są obiektywy tilt/shift, ale ich możliwości w porównaniu do LF - są śmiesznie małe. Mamy w tych szkłach tylko kilka stopni ruchu góra/dół i boki. Przy wielkim formacie nie dość, że możemy przedni standard (czyli tam gdzie jest mocowany obiektyw) skręcić o kilkadziesiąt stopni na boki, możemy skierować go ku górze, pochylić w dół, przesunąć całość w bok, wyciągnąć całość do góry. Albo prawie wszystko to - zrobić na raz. Jakby komuś było mało - to samo, niezależnie, można zrobić z tylnym standardem (czyli tam gdzie jest założony film). Na poniższych obrazkach z googla widać conieco:


Jak to wykorzystamy - zależy tylko od naszych pomysłów i potrzeb. Najczęstsze zastosowania to prostowanie perspektywy w architekturze, "zwiększanie" głębi ostrości w ujęciach makro, robienie efektu "miniaturki" miasta itp. Ja najczęściej staram się uzyskać dzięki temu jak najciekawszą plastykę w fotografii ludzi - na wrzuconych zdjęciach widać efekty. Także przy małej głębi i ciasnym portrecie często zdarza sie, że drugie (dalsze) oko ucieka nam z ostrości - żaden problem, wystarczy lekko przekręcić jeden ze standardów i płaszczyzna ostrości przebiega przez jedno i drugie oko - a głębie nadal zachowujemy małą.
A skoro już jestem przy małej głebi - wspomnę o takim dość "ciekawym" obiektywie który udało mi się zdobyć na jesieni. Zarówno parametry jak i pochodzenie tego szkła to dość niezwykła sprawa. Po pierwsze - wymontowałem go z radzieckiego aparatu lotniczego (fotografującego tereny z samolotu w celach topograficznych). Cały aparat waży chyba z pół tony i jest dosłownie pancerny. Obsługiwał format 13x18cm a filmem była... rolka materiału światłoczułego o długości 20m :D Naprawdę ciekawa konstrukcja całości - wymienne migawki, zdalne sterowanie aparatem na osobnym panelu, podgrzewane filtry zakładane z przodu obiektywu... Wszystko w maszynie z lat .50 ! Ale to i tak nie jest w nim najlepsze. Najlepsze są parametry samego szkła. Ogniskowa 210mm i światło... f/2.5 ! Czegoś tak jasnego przy takiej ogniskowej nie mam nawet do cyfry której powierzchnia do pokrycia jest kilkadziesiąt razy mniejsza. Coś niesamowitego, głębia niewyobrażalnie mała, a rozmycie tła - absolutna bajka. Samo szkło też niezłe - waży ze dwa razy więcej niż dwa razy większe obiektywy, przysłona ma chyba ze 30 listków - idealne koło przy dowolnym przymknięciu. Parametry nieco podobne do sławnego Aero-Ektara (178mm 2.5), ale tylko pozornie, bo według mnie to szkło jest znacznie ciekawsze - choćby ze względu na krycie - Aero kryje 4x5", a ten bez problemu 5x7", a przy bliższych dystansach (np portret od kolan) kryje 8x10" ! To olbrzymia różnica. Nie miałem jeszcze zbyt wielu okazji by dużo zdjęć nim zrobić - w zasadzie tylko jedna sesja z Mają, foty poniżej - ale w najbliższym czasie pewnie pojawią się kolejne prace.






Pochyły, głębia, detal... To tylko techniczny aspekt fotografii wielkoformatowej. Jest również inny - filozofia pracy. Nie jest to sprzęt którym "zatrzymamy umykającą chwile" - jest to zupełnie inne podejście do zdjęć. Wymusza powolną pracę, dłuższe zastanowienie nad kadrem i przemyślenie całego zdjęcia. Z sesji przywożę zwykle 1-2 zdjęcia - i są to zdjęcia dokładnie takie jakie chciałem zrobić. Nie ma, że czegoś nie zauważyłem, nie przemyślałem. Dzięki wielkiej matówce obraz widzimy jak na dłoni - wszelkie niedociągnięcia kadrowe, ustawienia modelki, perspektywe widzimy od razu - nie trzeba się przyglądać na małym wizjereku czy ekraniku. Bardzo fajny styl pracy, choć z pewnych względów nie do robienia zdjęć na codzień. Przyznam, że bardzo mi on odpowiada ;)



poniedziałek, 21 stycznia 2013

HD w 3D



Znowu po zimowym przestoju wracam z nowym materiałem :) Dzisiaj troszkę więcej tekstu, bo i sama sesja "troszkę" bardziej skomplikowana.

To zdjęcie jeden z pomysłów który czekał na realizację już bardzo długo - głównie z powodu braku odpowiedniego miejsca. Na początku planowałem to zrobić w troszkę innym klimacie, w jakimś bardziej nowoczesnym wnętrzu. Nawet zrobiłem. Rodzice mieli w domu salon świeżo po remoncie więc wyglądało to całkiem nieźle, był duży TV, ale... po sfotografowaniu połowy sceny stwierdziłem, że to jednak nadal nie to o co mi chodzi - troszkę mi białe okna przeszkadzały, jakiś kaloryfer wystający w złym miejscu, boazeria itp - ogólnie całość na nie.

Po jakimś czasie bezowocnego szukania miejsca stwierdziłem, że lekko zmodyfikuje pomysł - zamiast w ładnym otoczeniu, zrobię to w ogólnym syfie z jakimś telewizyjnym nolife'em w roli głównej. Moje mieszkanie w kamienicy po lekkim dodatkowym "zasyfieniu" nadawało się do tego znakomicie - zwłaszcza układ ścian i drzwi, które chciałem koniecznie wykorzystać. Z pokojem był tylko jeden, uciążliwy problem - nijak nie pasujący kaflowy piec w pokoju, dokładnie w tym narożniku który chciałem wykorzystać. Skończyło się na kupieniu płyty regipsowej w celu zasłonięcia pieca. Przewiezienie z Castoramy (w całości) długiej na ponad 2m i szerokiej na ponad 1m płyty autem osobowym to też lekkie wyzwanie.
Oprócz tego potrzebny jeszcze w miarę duży, plazmowy TV - niestety takich luksusów to nie mam w standardzie mieszkania... Kolejny kurs do domu po ten większy element scenografi i szafkę pod niego. Na miejscu kolejne rekwizyty do znoszenia - pudełka po pizzy z sąsiadującej pizzeri, kubki z Mac', pudełka z KFC, popcorn, kisiel (o tym za chwile). 3h przemeblowywania, ustawiania, myślenia nad układem, kompozycją - samo focenie zaczyna się o 22 :D
Było sporo prób, bo zsynchronizowanie u modela obu rąk, nóg, głowy, mimiki, rozrzucania popcornu to nie była prosta sprawa. Pierwszy raz fotografowałem z aparatem podpiętym do kompa - to z kolei sporo ułatwiło, bo od razu widziałem na monitorze duże zdjęcie, więc natychmiast można było wyłapać jakieś niuanse do poprawki (tu ręka za nisko, noga za wysoko, tu się coś nakłada itp) - ogólnie bardzo wygodna rzecz.
Stwór z TV fotografowany oddzielnie (widać na backstag'u), ponieważ nawet nie było miejsca na rozłożenie takiego światła tam gdzie całość była robiona. Setup opiszę niżej. Plazma wystająca z telewizora... to kisiel :D To dopiero było wyzwanie - zrobienie takiej konsystencji, gęstości żeby po podniesieniu się tak fajnie ciągnął to nie była taka trywialna rzecz jak mi się na początku wydawało - potrzebna była pomoc ;) Współpraca z kotem (rezydent tego mieszkania) też nie była specjalnie łatwa, trzeba było go czymś przekupywać by znalazł się w odpowiednim miejscu.

Taką ilość tekstu myślę, że można przerwać w końcu zdjęciem o którym piszę, a dla zainteresowanych niżej jest opisany setup poszczególnych elementów i backstage ;)

                                                    Zapraszam (po kliku większe):


Credits:

Foto: Patryk Morzonek
Pierwszy Niezastąpiony Asystent: Marcin Malicki
Drugi Niezastąpiony Asystent: Andrzej Szopa
#1 Model (fotel): Witold Ziomek
#2 Model (tv): Szymon Matląg
#3 Model (kot): Napoleon Wspaniały
MUA: Przemysław Matląg
Kisiel: Maja Ky

Co do szczegółów technicznych - całość fotografowana D700 (pożegnalna, ostatnia sesja - zainteresowanych kupnem zapraszam ;) ) + Sigma 15-30.
Setup - cała scena, model na fotelu - dwie reporterskie lampy. Jedna Yongnuo YN-565EX
z białą odbijającą parasolką, zamocowana na statywie boom - ustawione tuż nad telewizorem, miała symulować światło pochodzące z ekranu (zastane zdecydowanie nie wystarczało do zamrożenia ruchu). Druga, również YN-565EX, z połówkowym filtrem CTO w drzwiach - snop światła na podłodze i lekkie odcięcie modela od tła (włosy, ręka). 
Stwór z TV - 4 lampy. 2x studyjne lampy Freepower DPs-III 800ws, jedna z BeautyDishem 50cm i gridem w twarz modela. Po przeciwnej stronie, świecąca w plecy i tył głowy druga lampa z BD 42cm, również z gridem (to światło miało symulować ekran świecący z tyłu na niego). BD z gridem użyte w celu uzyskania dość ostrego, kierunkowego światło, które wyrysuje napięte mięśnie i nada raczej agresywnego charakteru - softboxy zupełnie by się tu nie sprawdziły. Dwie pozostałe lampy to znowu YN-565 - jedna świecąca od dołu, w celu rozświetlenia, rozbicia cieni i lepszego porysowania. Druga odbijana od blendy tylko i wyłącznie w celu doświetlenia zewnętrznej strony ręki, do której nie docierało żadne światło i była czarna.

Kisiel - jedna lampa reporterska spod miski ;)






poniedziałek, 5 listopada 2012

Yongnuo YN-622 - mini test



Tak jak wspomniałem w ostatnim poście chciałem napisać parę słów o niedawnej premierze, która na swój sposób może zrewolucjonizować światek strobistyczny ;)
Do tej pory wyzwalacze dzieliły się w zasadzie na -
1) najtańsze chińczyki, które czasem działały,  a czasem nie
2) droższe chińczyki, które działały
3) markowe, które działały jak droższe chinole, ale kosztowały jeszcze więcej
4) Pocket Wizard
I zasadniczo pierwsze 3 grupy nie różniły się miedzy sobą funkcjonalnością - ew te gorsze miały czas synchro 1/160 zamiast 1/250 itp. Pocket Wizard zdecydowanie nad nimi górował, przenosząc TTL do systemowych lamp, obsługująć tryby HSS/FP, 100% skutecznością, zasięgiem itd... W zasadzie wychodziły nowe wyzwalacze na rynek, ale niewiele się zmieniało. Teraz jednak sytuacja się troszkę wywróciła do góry nogami - pojawiły się tytułowe Yongnuo i dla mnie osobiście to jest to na co od daaawna czekałem.

Od dłuższego czasu przymierzałem się do zakupu jakiejś mocnej lampy, z którą mógłbym pracować w pełnym słońcu gdzie błysk dominuje nad zastanym. Podoba mi się ten efekt i mam parę pomysłów gdzie chciałbym to wykorzystać. Do tej pory problemem było synchro na poziomie 1/250s. Żeby przy takim czasie naświetlania mieć przygaszone światło zastane w słoneczne południe pasowałoby mieć iso 10 (co oczywiście jest nierealne), albo szkło przymknięte do f/22. Po pierwsze na takiej przysłonie można zapomnieć o jakiejkolwiek sensownej głębi ostrości przy portrecie, a dwa moc lampy musi już iść w naprawdę w wysokie wartości: 1600-2400ws... O cenie lamp i generatorów pod to już nie wspomnę.

W tym momencie pojawiają się Yongnuo YN-622. W czym pomaga ten wyzwalacz? Ano ma taką magiczną właściwość, że potrafi synchronizować dowolną (!) lampę - czy to reporterską z trybem HSS czy studyjniaka - z każdym czasem. Nawet 1/8000 ! O szczegóły techniczne, jak to jest realizowane - nie pytajcie, nie jestem inżynierem :D Dla mnie liczy się fakt, że taka funkcja jest i przede wszystkim, że działa.
Oprócz tego oczywiście wyzwalacz przenosi TTL, HSS w systemowych lampach i tym podobne szmery bajery których nawet nie znam. Po prostu nigdy z tego nie korzystam, nie potrafię zaufać tego typu automatyce w lampach czy aparatach. Zawsze lampa pracuje u mnie w full manualu, nawet na jakichś imprezach gdy jest na sankach aparatu, więc ficzery dla mnie zbędne (ale wiem, że wiele osób z tego korzysta i te funkcje są dla nich tym czym dla mnie "krótkie" synchro czyli na wage złota). 
Co do samych wyzwalaczy - całkiem nieźle zbudowane, elementy dobrze spasowane, nic nie trzeszczy, nie lata. Urządzenie z przodu posiada czerwoną lampkę, która wspomaga AF - w canonie to naprawdę duży plus! U góry znajduje się stopka, gdzie możemy podpiąć kolejną lampę. Istotną zaletą jest też to, że każdy nadajnik może też służyć jako odbiornik. No i kosztuje ułamek ceny PocketWizarda...

Dzisiaj zdjęć jako takich do pochwalenia się - nie mam ;) Są tylko proste sample, które zrobiłem przy okazji testując po prostu wyzwalacz i to jak działa (właściwe zdjęcia z sesji gdzie był użyty YN-622 w poprzednim wpisie). Nie lubię po prostu z niesprawdzonym sprzętem jechać na jakąś poważniejszą sesje. A teraz niestety za oknem jest jak jest i na coś konkretnego też muszę poczekać... Tak więc zdjęcia tylko i wyłącznie jako ilustracje pokazujące to o czym pisałem i może dowód, że to naprawdę działa ;)
Przy tych fotach wykorzystywałem lampę Freepower DPs-III 800ws, ale chyba ani razu nie była na pełnej mocy. Jako modyfikator - okta 120cm (na pierwszym samplu) albo softbox 100x100 na kolejnych zdjęciach.
Pierwsze zdjęcia to 5dmk2 + 50 1.4, kolejne 35L 1.4




O ile na tym pierwszym różnica w głębi ostrości nie rzuca się bardzo w oczy, bo model jest i tak dość daleko od szkła, to na kolejnych zdecydowanie bardziej to widać. "Plastyki" brak, wszystko ostre, płaskie - fuuuj. Mogłem zrobić 3cie zdjęcie, gdzie jest f/1.6, 1/250 ale po prostu zdjęcie byłoby zupełnie prześwietlone, białe. Nawet bez błysku...




I jeszcze kolejne proste sample + back:







poniedziałek, 29 października 2012

Jesienne baterie...



... na gorszą pogodę ;) Korzystając z resztek słońca i temperatury wybraliśmy się z Katarzyną na jesienne, kororowe foty w miejsce czekało które czekało na te kadry od dawna. Zdjęcia bez głębszego przesłania - po prostu kolorowe, ładne obrazki na ciemniejsze dni ;)

Zasadniczo przy takiej pogodzie i jasności sceny jak na dwóch pierwszych zdjęciach miałbym pewien problem jeśli chodzi o użycie lampy, zwłaszcza studyjnej, z maksymalnie otwartym szkłem. A dlaczego? Z prostej przyczyny - współczesne lustrzanki synchronizują błysk lamp tylko do czasu 1/250 i nic krócej (pomijam tryb HSS/FP z reporterskimi). Przy jasnej scenie i maksymalnie otwartym szkle często możemy zapomnieć o błyskaniu właśnie ze względu na ograniczający nas czas synchro, ponieważ przy 1.4-1.8 i najniższym iso czas naświetlania potrzebny do poprawnej ekspozycji będzie znacznie krótszy niż ograniczające nas 1/250. Oczywiście mógłbym przymknąć szkło o działkę, albo i więcej, ale to to już nie ten sam obrazek. Znalazłem ładne miejsce i tło, które nie potrzebowało być ostre - chciałem stworzyć troszkę bardziej malarski klimat. Czemu użyłem lampy studyjnej? Zależało mi na delikatnym, pięknie rozproszonym świetle - szybkorozkładana Okta 120cm zdecydowanie to zapewniała. Światło zapewniał  Freepower DPs-III 800ws
Z pomocą przyszły wyzwalacze radiowe Yongnuo YN-622. To jedna z ważniejszych premier w strobistowym światku ostatnich lat, naprawdę. Oferują one absolutnie niesamowity "ficzer" jakim jest synchronizacja lamp z praktycznie dowolnym czasem, nawet 1/8000 (!) i to z lampami studyjnymi które żadnego trybu HSS na pewno nie mają!
W tym poście nie będę się więcej rozpisywał na ich temat, ale wrzucę prawdopodobnie jutro osobny wpis o samych wyzwalaczach z kilkoma przykładami użycia, bo myślę, że warto troszkę więcej o nich napisać :)

Exify:
1. Canon 5dmk2 + 85 1.8, 1/500, f 1.8, iso100
2. Canon 5dmk2 + 85 1.8, 1/800, f 1.8, iso100
3. Nikon D700 + 85 1.4 1/320 f 1.6, iso200

1.
2.
3.




Backstage. Niestety żadnego fajnego nie mam, bo sam byłem na sesji a i tez czasu specjalnie nie było, ponieważ uciekające słońce i czas nas troszkę goniły... Ale ustawienie widać ;)





piątek, 5 października 2012

Dwa kółka



Kontynuując wątek sportowy - tym razem rowerowo. Troszkę więcej zdjęć niż zazwyczaj, bo i nieco inny charakter sesji. Tomek (zwany Dyźkiem) i Ania - totalni zajawieńcy rowerowi - od jakiegoś czasu szukali kogoś kto ich sfoci razem na rowerach. Ja z kolei szukałem osób do sportowej sesji - i tak zgadując się od wiadomości do wiadomości na forum Nikona umówiliśmy się na weekend na foty. Dwa dni zdjęciowe dały konkretne efekty - tu na blogu tylko kilka wybranych klat jako esencja całości, nie ma sensu pokazywać całości żeby nie zamęczyć - zwłaszcza, że niedługo kolejne sesje rowerowe, tylko w zupełnie innych klimatach ;)

Technikalia - warunki i mnogość miejsc w których robiliśmy zdjęcia mocno mnie ograniczały jeśli chodzi o to co mogłem ze sobą zabrać do błyskania. Przy większości zdjęć odpadły duże Freepowery z modyfikatorami i akumulatorami - kilka godzin biegania po stromych zboczach góry jednak daje w kość, nie mówiąc o taszczeniu parunastu kilogramów sprzętu. Część zdjęć jest zatem oświetlona dwiema lampkami reporterskimi (w tej roli po raz kolejny niezawodne Yongnuo YN-565EX ), a na dwóch ostatnich udało się użyć Freepower DPs-III 800ws z szybko rozkładaną oktą 120cm.
Foty backstage - by Marcin Malicki (oprócz 3ciego na którym jest właśnie Marcin, a robiłem ja;]).

1.


2.
3.
4.
5.


Back:




poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Run!



Pierwsze zdjęcia otwierające nowy cykl - czyli portrety sportowców, lub krócej: sportraits ;) Mam już kilka konkretnych sesji zaplanowanych, ale wciąż szukam kolejnych osób chętnych do współpracy - jak znacie kogoś kto jest totalnie zajawiony w danej dyscyplinie i chciałby mieć porządną sesje to dajcie namiary. Im bardziej hardcorowa dziedzina - tym lepiej ;)

Na pierwszy ogień - biegacz - tej roli Fabian. Miejsce to podkrakowski tunel, niestety dość ruchliwy - samochody wymusiły dość szarpaną pracę: ustaw lampy, ustaw statyw z aparatem i modela, zrób kilka zdjęć po czym odstawianie wszystkiego, bo jedzie auto i za chwilę od nowa... To naprawdę potrafi zamordować, ale szkoda mi było rezygnować z takiej miejscówki, ponieważ tunel naprawdę robił wrażenie i idealnie się wpisywał w klimat który chciałem mieć na zdjęciu. Na szczęście miałem do pomocy dwójkę asystentów - Renate Młynarczyk i Mirka Hobore - bez których pewnie bym padł w połowie sesji. Za pomoc i backstage - ślicznie dziękuję ;)

No to teraz technicznie - setup oświetleniowy na 3 lampy, ustawienie widać na zdjęciach backstage'owych. Przednia lampa oświetlająca modela to niezawodny Freepower DPs-III 800ws z 55cm beautydishem i gridem - chciałem uzyskać dość ostre rysujące światło, więc BD był idealny do tego, dzięki gridowi światło nie rozpełzło mi się po całej scenie. Druga źródło światła to - stojąca po tej samej stronie drogi - lekka, kompaktowa lampka Freepower DM2 400ws z samym kloszem - w założeniu było to tylko światło które miało odciąć sylwetkę od tła i miało się chować za modelem, więc chciałem mieć jak najmniejszy modyfikator który nie będzie mi wystawał zza modela. Trzecia lampa po przekątnej od tej przedniej - Yongnuo YN-565EX. Nie chciałem tam stawiać lampy studyjnej z prostej przyczyny - musiałbym kabel przeciągnąć w poprzek drogi, żeby go podpiąć do zasilacza (Tronix Explorer XT3), a tu pojawiało się ryzyko, że przejeżdżający samochód po prostu pociągnie kabel i poprzewraca lampy... Jak widać, lampka choć mała to poradziła sobie bardzo dobrze w obecności mocniejszych studyjniaków.

Exif:
1. D700 + Sigma 15-30 @ 21mm f/4.5, 1/50s, ISO 500
2. D700 + N35 1.4 @ f/4, 1/30s, ISO 500


Klikać po większe:

1.

2.

Back ;)
fot. Renata Młynarczyk

fot. Mirek Hobora